Sesja ślubna w Pałacu Goetz — oświetlenie i cisza
Byłem tu nie pierwszy raz, ale za każdym razem mam podobne wrażenie:
Pałac Goetz w Brzesku tylko pozornie nie wymaga za dużo od fotografa.
Daje światło, fakturę i przestrzeń — a Ty masz nie przeszkadzać.
Przyjechaliśmy z Alicją i Mariuszem kilka dni przed ich ślubem, w godzinach, w których światło zaczyna robić robotę bez pytania o pozwolenie. Na miejscu: lekki stres u nich, trzy ogniskowe i Canon, którego znam jak własne plecy. Wszystko bez lampy. Nie dlatego, że jestem przeciwnikiem światła błyskowego, ale dlatego, że nie było potrzeby.
Dlaczego Pałac Goetz?
Bo to jedno z niewielu miejsc, gdzie nawet najprostsze kadry robią robotę.
Ściany są ciemne, ale nie zjadają światła. Parkiet skrzypi, ale nie odciąga uwagi.
A para młoda w tej przestrzeni nie wygląda, jakby się znalazła tam przez przypadek.
Zresztą — nie przyjechaliśmy tu na “plener”.
Przyjechaliśmy zrobić sesję narzeczeńską bez gonienia za Insta-efektem.
W ruch poszły korytarze, biblioteka i oranżeria. Mimo że była lekka mżawka — nie szukaliśmy planu zapasowego. Bo i po co.